Wielkie mecze
Ostatnie "El Classico", czyli pojedynek FC Barcelony z Realem Madryt w lidze hiszpańskiej pokazał, że piłka nożna to sport, który poza boiskową rywalizacją ma również swoje interesy. Mimo, że od meczu mija druga doba, to wciąż ujawniane są zdjęcia i nagrania z meczu, które łapią za serce każdego kibica oraz ukazują piękno tego sportu. Zapraszam na artykuł o wielkich piłkarskich derbach, która toczą się nie tylko na boisku.
Piłkarskie derby, czyli pojedynek dwóch zwaśnionych lub pochodzących z tego samego miasta klubów, rozpalają chyba każdego fana piłki nożnej, szczególnie, gdzie w meczu gra zespół, któremu kibicuje. Największym tego typu pojedynkiem są mecze pomiędzy dwoma najlepszymi klubami na świecie: Realem Madryt oraz FC Barceloną, czyli "El Classico" lub "Grand derbi". Pierwszy pojedynek obu zespołu miał miejsce w 1928 roku, a zwycięzko z tego pojedynku wyszli gracze z Madrytu. Od początku postrzegano mecze obu zespołów pod kątem rywalizacji politycznej, etnicznej i kulturowej. Prowadzona w tamtych latach polityka hiszpańska tłumiła skutecznie dążenia niepodległościowe Katalonii, regionu Hiszpani, z którego pochodzi FC Barcelona. Real, wywodzący się ze środkowego regionu kraju z Półwyspu Iberyjskiego, Kastyli, miał z kolei reprezentować centralizm państwowy, oddaństwo wobec państwa.
Wraz z biegiem lat "Grand derbi" zaczęło przybierać na co raz to ostrzejszej rywalizacji. Ognia do pieca dołożyli odpowiednio Alfredo di Stefano i Luis Figo. Oboje jako gracze FC Barcelony dali się skusić odwiecznym rywalom na transfer i zaczęli grać dla Realu Madryt. O ile di Stefano nie rozegrał żadnego oficjalnego spotkania jako piłkarz klubu z Kataloni, o tyle Figo, czołowa postać klubu, przez cały swój pobyt w nim deklarował ogromne oddanie dla Blaugrany. Gdy jednak podpisał kontrakt opiewający na ogromne sumy, stał się wrogiem publicznym numer jeden dla kibiców z wschodniego regionu Hiszpanii i do dziś nie jest tam zbyt mile widziany.
Mimo wszystko dzisiaj oba zespoły utrzymują w miare przyjacielskie relacje, przynajmniej stwarzają takie pozory. Jeszcze do niedzieli kością niezgody była deklaracja "królewskich", że nie zrobią rywalom tradycyjnego szpaleru. Wszystkie nieprzyjemne sytuacje jednak odeszły, gdy po meczu jak i w trakcie jego, mimo wielu kontrowersyjnych sytuacji, gracze obu ekip wyglądali jak przyjaciele. Już do historii przeszło zdjęcie trenera Realu, Zidane, który czekał w tunelu po meczu na Andreasa Inieste, kapitana Barcelony aby oddać mu hołd. Jak tu nie kochać piłki nożnej.
Gracze z Madrytu i Barcelony, mimo wielu sprzeczek, stwarzają pozory przyjacielskiej relacji. Inaczej jest w Westfalii, regionu w Niemczech. Tamtejsze oba zespoły, Schalke Galserkirchen oraz Borussia Dortmund, toczą rywalizację "na śmierć i życie", bez jakichkolwiek rokowań na zgodę. Są tak wrogo nastawione do siebie, że piłkarze obu ekip zapowiadają, że nigdy nie zagrają w barwach rywala zza miedzy. W dotychczasowych pojedynkach gracze Schalke mają lepszy bilans. Zupełnie inne relacje panują w Manchesterze. Dwa klubu, które zdominowały ligę angielską w tym roku, City oraz United, pochodzą właśnie z tego miasta. Historia ich pojedynków sięga aż lat 80. XIX wieku. Dokładnie 12 listopada w 1881r. oba zespoły, jeszcze pod innymi nazwami, rozegrały nieoficjalne spotkanie. Do dziś derby Manchesteru są najgorętszymi derbami pomiędzy zespołami z jednego miasta na świecie, a kibice obu zespołów nie żywią większej urazy do siebie.
Praktycznie w każdej lidze na świecie możemy znaleźć jakieś derby, które elektryzują kibiców. Niestety, często fanatycy klubów rywalizujących w derbach, zaczynają rywalizowac ze sobą, poza stadionem. Niekiedy także rywalizacja przenosi się na inne pola, na przykład w formie żartów. Będziemy musieli poczekać na kolejny pojedynek między FC Barceloną, a Realem Madryt do kolejnego sezonu, ale ja do końca życia nie zapomne o Zizu czekającego na Inieste w tunelu, o Pique i Ramosie tulących się po meczu oraz o pełnych profesjonalizmu słowach na konferencjach prasowych obu ekip. Takie jest właśnie piękno tego sportu i pamiętajmy o tym, zanim podniesiemy głos na wrogi nam zespół.
Komentarze
Prześlij komentarz