Nowa epoka footballu


Za nami są już ćwierćfinały piłkarskiej Ligi Mistrzów. Przez dwa dni kibice na całym świecie wstrzymali oddech, gdyż dawno nie mieli okazji przeżyć takich emocji, jakie przeżywali we wtorek i w środę. Zapraszam na podsumowanie tych wydarzeń.

Jeszcze niedawno słyszałem głosy, że piłke nożną powoli zabijają pieniądze. Ogromne ilości środków wydawanych na transfery sprawiły, że teraz w każdej z największych lig europejskich, praktycznie i teoretycznie, znamy już mistrzów. Ten stan rzeczy nie ominął najbardziej prestiżowych rozgrywek w Europie, czyli Ligi Mistrzów, gdzie od paru sezonów dominuje jeden klub. Jednym zdaniem, wieje nudą (chyba że włączymy ekstraklase). A może trzeba powiedzieć, że wiało do wtorku?

Na pewno wiało. Wystarczy spojrzeć na wyniki pierwszych meczy cwierćfinałowych z orzed tygodnia. Real Madryt na wyjeździe gromi Juventus, Barcelona u siebie Romę, a Liverpool City. Jedynie Bayern ma niebezpieczny wynik w meczu Sevillą. Wszyscy kibice sportu spodziewali się, że rewanże to formalność. Na to nabrało się także TVP, która pierwotnie miała transmitować w tym tygodniu mecz Realu, ale jak to ujęli w oświadczeniu, "po wynikach z pierwszego meczu, uznali, że ciekawiej będzie w Monachium". Kuriozum.

No ale przejdźmy w końcu do podsumować tych czterech meczy. Na początek zaczniemy od derbów Anglii, od meczu, który był jakimś przełomem angielskiej piłki, która przeżywała mały kryzys w Lidze Mistrzów. W tym sezonie jednak złą passe przerwał Manchester City oraz Liverpool FC. Pierwszy mecz na Anfield był ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich. City w tym sezonie przegrało do tego czasu jeden mecz w lidze. Jeden jedyny. Spodziewano się więc wyrównanego meczu. A tu do przerwy było już 3:0 dla gospodarzy. Do rewanżu podopieczni Pepa Guardioli przystępowali jednak mocno zmotywowani. Od pierwszych minut atakowali bramkę Kariusa, czego efektem był gol już w 2. minucie Gabriela Jesusa. Cała pierwsza połowa minęła pod dyktando zespołu z niebieskiej części Manchesteru, a temperaturę  podniosła końcówka pierwszej części spotkania. Najpierw prawidłowo uznanego gola Sane nie uznał sędzia, potem gospodarze ustrzelili słupek.

W przerwie meczu trener City nie wytrzymał i za swoje karygodne zachowanie wobec sędziego za nie uznanie bramki, wylądował na trybunach. I w tedy wszystko się posypało. City wyglądało bezradnie, a Salah i Mane wchodzili w najdroższą obrone świata jak w maslo. Mentalnie nie istnieli. Pierwsza bramka dla Liverpoolu ustawiła mecz, druga pogrążyła The Citizens. Dodam tylko, że jedynym zespołem, który ograł Manchester City w lidze, był właśnie Liverpool. Pieniądze jednak nie dają wszystkiego.

Drugim meczem wtorkowym był mecz AS Romy z FC Barceloną. Miał to być mecz o pietruszkę, 4:1 dla Barcy z pierwszego meczu było konfortowe i mogli grać na spokojnie. Wyszli jednak podstawowym składem, takim samym, jakim grali na Camp Nou. Lecz mecz nie zaczął się po ich myśli. Już w 6. minusie Edin Dżeko pokonał Ter Stegena. Kibice oszaleli z radości, Stadio Olimpico było wypełnione po brzegi. Barcelona jednak przyjęła tą bramke na spokojnie, gdyż do awansu Romie brakowało jeszcze dwóch goli.

W pierszej połowie więcej okazji do strzelenia gola mieli gospodarze. Barcelona grała tak, jakby myślami byli już w półfinale. Roma grała na świeżo, odważnie, z każdą kolejną akcją ich pewność siebie rosła. Druga połowa tylko to utwierdziła. Bramka De Rossiego zasiała jeszcze większy nie pokój w szykach graczy ze stolicy Katalonii i mimo, że Ter Stegen robił co mógl, nie powstrzymał Romy przed strzeleniem trzeciej bramki. A tą strzelił Manolas po wrzutce z rożnego kolegi z zespołu. Ostatnie 10 minut w wykonaniu Barcelony pokazały, kto zasłużył bardziej na awans do półfinału. Warto dodać, że Barcelona nigdy jeszcze nie wygrała na tym stadionie.

Wydawałoby się, że sprawa awansu jest również roztrzygnięta w meczu Realu z Juventusem. Trzy bramki Realu przy okrągłym zeru Juvenstusu na wyjeździe dawałoby konfort. Szybko jednak początek rewanżu wprowadził kibiców starej damy w entuzjazm. Obrona Realu (dodajmy, że nie zagrał Ramos za kartki) nie radziła sobie z szalejącym na prawym skrzydle Costą i nieobliczalnym "Super Mario" w polu karnym. Już w drugiej minucie Navas musiał wyciągnąc piłke z siatki. Nakręcone Juve co raz śmielej podchodziło w szesnastkę Realu, a niemal każde dośrodkowanie było zagrożeniem dla gospodarzy.

Z kolejnymi minutami rosło również napięcie pod bramką Buffona. Real strzelił gola, którego, wydaje się prawidłowo, nie uznał sędzia. Paroma paradami popisał się bramkarz Juve, obrona graczy z Turynu też stała na wysokim poziomie. Gdy wydawało się, że do przerwy wynik będzie bez zmian, to znów rajd Costy, dośrodkowanie, które na bramkę ponownie zamienił Mandzukic.

Druga połowa nie wyglądała lepiej dla graczy z Madrytu. Wciąż popełniali błędy w obronie, widać było zdenerwowanie, gdyż brakowało już gościom tylko jednej bramki. I ta również stała się faktem. Fatalny błąd bramkarza Realu Madryt, który wypuścił piłke z rąk, na bramkę zamienił Matuidy. Ten wynik sprawiał, że szykuje nam się dogrywka. Obudwu zespołom jednak brakowało tylko jednej bramki do awansu. Emocji więc nie brakowało. Kulminacja ich nastąpiła w 93 minucie meczu, kiedy to Benatia faulował w polu karnym gracza z Madrytu. Wściekły Buffon popchnął sędziego spotkania, za co otrzymał czerwoną kartkę. W tej sytuacji między słupkami stanął nasz reprezentant Wojciech Szczęsny lecz nie był w stanie obronić strzału z jedenastu metrów niesamowitego Cristiano Ronaldo, który tym golem wywalczył awans Realu do półfinału Ligi Mistrzów.

Emocji jak widać nie brakowało. Dodam, że Bayern bezbramkowo zremisował z Sevillą, co pozwoliło mu awansować dalej. Moim zdaniem ta edycja ligi mistrzów jest przełomem we współczesnym footballu, gdyż nareszcie wygrała piłka, emocje, wola walki, a nie pieniądze i kontakty. A to jeszcze nie koniec. W półfinale mamy bowiem po jednym przedstawicielu z każdej z czterech największych lig europejskich. Real Madryt, As roma, Bayern Monachium i FC Liverpool - emocje gwarantowane. Tego nie można przegapić. Nadchodzi nowa epoka.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Królowa motosportu

Wenger Out